Codzienność na SOR. Refleksje po przeczytaniu książki Pana Pielęgniarki „SOR to jest *** dramat”

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter
Share on email

Moja mama jest pielęgniarką anestezjologiczną. Mimo, że od kilku lat na emeryturze – nadal czynną zawodowo. Taką pielęgniarką z powołaniem, bez kompleksów „niższego personelu medycznego”. Przez wiele lat pracowała w pogotowiu i na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Pamiętam wiele jej opowieści o szpitalnej rzeczywistości. Dlatego, gdy trafiłam na Facebooku na fanpage Pan Pielęgniarka, nie mogłam go nie śledzić. A gdy Pan Pielęgniarka, czyli Mateusz Sieradzan, wydał książkę o rzeczywistości na SOR…już się pewnie domyślacie, co moja mama dostała pod choinkę? Jestem świeżo po lekturze tej pozycji.

Szpitalna rzeczywistość okiem Pana Pielęgniarki

To, moim zdaniem, dobrze opisany kawał szpitalnej rzeczywistości. Sieradzan pisze ciekawie i bez koloryzowania. Językiem rzeczywistości. Jest mi to bardzo bliskie, bo uważam, że jeżeli chce się pokazać komuś wycinek prawdziwego świata (a nie pisze się przewodnika po Ciechocinku), nauczyć czegoś, coś uświadomić lub wytłumaczyć – język rzeczywistości jest niezbędny. W PaK-Team, gdy podczas szkoleń robimy symulację realnej sytuacji kryzysowej, np. ataku pijanego klienta na pracownika, albo próby samobójczej – po to, by uczestnicy doświadczyli, jak coś zrobić i zrobili to, a nie tylko o tym posłuchali od „gadającej głowy” – również używamy słów powszechnie uznawanych na wulgarne.

droga Pani, uprzejmie informuję, iż zamierzam tą oto siekierą przerwać ciągłość Pani tkanek i kości, gdyż nie zgadzam się z Pani decyzją, dotycząca pozbawienia mnie świadczeń rodzinnych”

Nie dlatego, że mamy z tego fan, ale dlatego, że w rzeczywistości pijany agresor nie powie do pielęgniarki czy pracowniczki socjalnej „droga pani, uprzejmie informuję, iż zamierzam tą oto siekierą przerwać ciągłość Pani tkanek i kości, gdyż nie zgadzam się z Pani decyzją, dotycząca pozbawienia mnie świadczeń rodzinnych”, ale powie „ty k***, zjebałaś mi życie, teraz ja cię zaj****”. Lub coś równie uprzejmego. Pan Pielęgniarka pisze całkiem sporo o temacie, z którym jestem zawodowo związana od kliku lat – o bezpieczeństwie. A raczej – o jego braku. O sytuacjach, na które pracownicy służby zdrowia, w szczególności z obszaru medycyny ratunkowej, są nieustannie narażeni. „Agresja fizyczna i słowna, groźby karalne ze strony pacjentów, to stały wątek.” „Kolega, który rzucił pracę w pogotowiu i przyszedł do nas, mówił, że w ciągu dwóch lat miał w karetce trzy akcje z nożem i jedną z czymś, co przypominało broń palną. Sytuacje, gdy musiał się bić, albo bał się, że zaraz oberwie, przestał liczyć po kilku miesiąca pracy.” Dlaczego tak się dzieje? Przyczyny, które wymienia autor, znakomicie pasują również do obszaru pomocy społecznej. Ja się z nimi całkowicie zgadzam. Ciekawa jestem, czy „Wy, którzy to czytacie” macie podobne refleksie. Mateusz Sieradzan pisze, że w służbie zdrowia przyczyny agresji pacjentów to [w nawiasach kwadratowych moje dopiski dotyczące tej kwestii w pomocy społecznej]:

  1. Alkohol; [i inne substancje psychoaktywne]
  2. Brak szacunku do zawodu; [spowodowany polityką, mediami, które mówią tylko o tym, co jest nie tak, kiepskimi finansami]
  3. Przekonanie, że „robimy to źle” [klienci wiedzą najlepiej, co im się należy]
  4. Reprezentujemy znienawidzone państwo;
  5. Stres; [to akurat nie do końca mi pasuje…raczej złość, frustracja]
  6. Podejście „Skoro płacę składki, to macie mi służyć, niezależnie od tego, jak się zachowuję” [postawa roszczeniowa].

*książka, którą polecam, to: Mateusz Sieradzan „SOR to jest dramat”

Poprzednie wpisy